7.
z każdym słowem ranisz mnie co raz bardziej, wbijasz mi nóż w serce. krwawię. ale uśmiecham się do ciebie, bo próbuję dać ci jeszcze choć odrobinę wiary w to życie. w to życie, które i tak do niczego nie prowadzi. rodząc dziecko skazujesz je na cierpienie, a potem śmierć. widzisz, mój drogi, jakie to wszystko bez sensu? po co w ogóle istniejemy? lepiej byłoby nam odejść na zawsze i już tu nie wracać, tylko trujemy się tym tlenem. chodź, ucieknijmy na koniec świata. nie odejdę, obiecuję.
nie wiem dlaczego, ale mam to poczucie, że muszę o ciebie dbać i pomagać ci w wychodzeniu na prostą. a jeśli nie pomagać, to chociaż przy tym towarzyszyć. nie zawiodę, obiecuję. choć tak bardzo ranisz.
mogę nawet przez ciebie umrzeć, bylebyś tylko był uśmiechnięty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz