piątek, 1 lutego 2013
4.
Leżę spokojnie. BUM! Coś się potłukło. Moment, co to? Wygląda na niebezpieczne, ostre. Łapię to w moje mokre od łez dłonie i pod wpływem impulsu podciągam rękaw, przejeżdżam tym po skórze. Bolało, ale było jednocześnie przyjemne, pomogło mi zapomnieć o ranach psychicznych. Teraz zastanawiam się, co boli bardziej. Rozcinam skórę jeszcze raz, potem kolejny i następny. Nic mnie nie boli, nie czuję nic. Po moim ciele spływa krew, w której powoli się topię. Nie myślę o konsekwencjach, to Ty mnie tak pięknie bolisz. Ranię się wspomnieniami i tonę w moim posypanym życiu. Rutyna, tylko, że w rzeczywistości boli bardziej, choć nie ma krwi ani żadnych ostrz. O, ironio. Zwariowałam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz