SO CLOSE NO MATTER HOW FAR
środa, 27 marca 2013
10.
Zabierz mnie z powrotem do domu. Gdzie to jest? Poczekaj, bo trochę zgubiłam wątek... To tam, gdzie słońce nigdy nie zachodzi a wiatr nigdy nie wieje. To tam, gdzie rządzi przyjaźń, miłość pokój i zaufanie. To tam, gdzie na końcu miasta stoi mały domek i grupka ludzi dzwoniąca do drzwi. Do moich drzwi. To moje drzwi rozumiesz? Nie są twoje. Nie wpuszczę cię tam, tam kryje się moja tajemnica... i duszę wraz z sercem też tam chyba zostawiłam. Teraz już rozumiesz czemu nie możesz tam wejść? To mój karciany domek, jeden niewłaściwy ruch, niewłaściwa osoba i runie. Razem ze mną. Chociaż niby już mnie tam nie widać, podobno mnie tam brakuje i słyszałam, że od mojego wyjazdu słońce już tak często nie wychodzi. Ale mylisz się, ja tam jestem. Jestem z tobą i z nią i z nimi wszystkimi. Wydaje ci się, że cię opuściłam, ja tak naprawdę trzymam nadal rękę na twoim ramieniu i chodzę z tobą po łące trzymając smycz twojego psa. Powietrze tak pięknie pachnie... Wdech, wydech. To był tylko sen. Spełnienie mojego największego marzenia, którym nie mogłam się zbyt długo nacieszyć. Ale jeszcze tam wrócę, gdy znów wejdzie słońce...
Nie musisz niczego rozumieć, nie musisz pytać. Ważne, że ja wiem.
Trzymaj się z daleka od moich drzwi, pamiętaj.
sobota, 23 lutego 2013
8.
śnieg sypie od rana, jakby chciał oczyścić to miasto. z brudu, nieszczęścia i niespełniających się marzeń. z twoich pogmatwanych myśli i niepewności. przyznaj się, nie wiesz do czego dążysz i chwiejesz się. raz w przód, raz w tył.
ja stoję w miejscu, a ty ciągle mnie mijasz. myślę, że już obrałeś ścieżkę i odchodzisz, lecz po jakimś czasie wracasz, na moment. lecz za chwilę skręcasz w drugim kierunku.
spuściłam wzrok i jest niezręcznie cicho. widzę smutek w twoich oczach, słyszę twoje głośne wołanie o pomoc. nie musisz nic mówić, ja wiem...
czuję twój ból. ty cierpisz. a ja cierpię z tobą. krwawię twoją krwią.
już chyba po raz ostatni . nie wrócisz, więc pozwól mi dopić twoją herbatę.
środa, 20 lutego 2013
7.
z każdym słowem ranisz mnie co raz bardziej, wbijasz mi nóż w serce. krwawię. ale uśmiecham się do ciebie, bo próbuję dać ci jeszcze choć odrobinę wiary w to życie. w to życie, które i tak do niczego nie prowadzi. rodząc dziecko skazujesz je na cierpienie, a potem śmierć. widzisz, mój drogi, jakie to wszystko bez sensu? po co w ogóle istniejemy? lepiej byłoby nam odejść na zawsze i już tu nie wracać, tylko trujemy się tym tlenem. chodź, ucieknijmy na koniec świata. nie odejdę, obiecuję.
nie wiem dlaczego, ale mam to poczucie, że muszę o ciebie dbać i pomagać ci w wychodzeniu na prostą. a jeśli nie pomagać, to chociaż przy tym towarzyszyć. nie zawiodę, obiecuję. choć tak bardzo ranisz.
mogę nawet przez ciebie umrzeć, bylebyś tylko był uśmiechnięty.
sobota, 9 lutego 2013
6.
... i to straszne, że niektórzy są dla nas tak ważni, że bez nich czujemy się nikim. a może jesteśmy nikim? i to okropne, że ktoś jednym słowem może nas zranić jak nożem. blizny nadal się goją. i osoby, które powinny być mi teraz podporą, niszczą jeszcze bardziej. strzelają do mnie z broni chyba sami tego nie wiedząc. i mi wstyd, bo oszukuję samą siebie. może lepiej się schowam, niech nie widzą. może przez patrzenie, będą również odczuwali mój ból. może lepiej zniknę?
tak bardzo jesteśmy nieświadomi swoich czynów. czasami nie wiemy, że jedno słowo może mieć tak ogromny wpływ na czyjeś życie. i ranimy, ranimy, ranimy... żywimy się krwią wypływającą z pokaleczonych serc. i daje nam to satysfakcję. że jesteśmy lepsi niż oni. a tak naprawdę to tylko złudzenie. jesteśmy szarymi pionkami na tym świecie. jesteśmy tu tylko z ciekawości. ludzie są, bo są. większość przeżywa swój prywatny koniec i toczą wojnę. są właśnie na polu bitwy, ja też walczę. ktoś właśnie mnie postrzelił. żołnierz, który znał mnie lepiej niż ja samą siebie. chyba mu ufałam. chyba ufałam mu za bardzo. chyba nawet bardziej niż sobie. chyba już mnie nie ma.
czy może jestem? chyba istnieję, bo mówią do mnie. ale ja ich nie słucham, wydaje mi się, że zniknęłam. więc po co im odpowiadać? osoba nieistniejąca nie ma przecież żadnego wpływu na to, co dzieje się naprawdę. władzę zostawiam im. niech mną kierują. mam opaskę na oczach. idę ślepo tam, gdzie mnie zaciągną. i chyba właśnie jestem tam, gdzie rządzi cisza a ziemia przestała się kręcić. dobrze byłoby stąd uciec, ale mi nie pozwalają. gdy ich nie posłucham zepchną mnie w dół. właśnie stoję nad przepaścią. trzymam się ich, jak marionetka.
czuję ich nad sobą, ale jestem sama. sama tutaj i na świecie. sama w sercu. wszędzie ostatnio jestem sama. nawet z przyjaciółmi jestem sama. sama w tłoku. sama kiedy się budzę. jestem sama w ciemności. sama z moim strachem. sama z moją depresją.
to chyba już ostatni strzał. uciekłeś z miejsca zdarzenia, podobno uznali, że jesteś niewinny. po co mieliby cię karać, nie zwrócisz mi życia. jestem właśnie na moim własnym pogrzebie. słyszę ciche łkanie ludzi. wśród tłumu zauważyłam twoją twarz. przyszedłeś. spójrz, jak celny oddałeś strzał.
prosto w serce.
piątek, 1 lutego 2013
5.
Jedziesz. Mijasz wszystkie miejsca, niedawno jeszcze ważne. Nie myślisz o nich. Nie myślisz o niczym. Słyszysz tylko głośną muzykę wychodzącą z głośników, która ma cię znieczulić. Zagapiłeś się. Ciemno. Słyszysz Twoją ulubioną piosenkę, lecz już nie tak wyraźnie. Cisza. Nie ma nic. Widzisz światełko, idziesz w jego kierunku. Nagle widzisz siebie, reanimują Cię. Koniec. A może dopiero początek? Może to była tylko próba generalna? Przed oczami obrazy z Twojego życia, wszystkie błędy, nagle widzisz je tak ni stąd ni z owoąd. Co zrobiłeś źle? Na ilu skrzyżowaniach poszedłeś w złym kierunku? Pomyśl o tym…
4.
Leżę spokojnie. BUM! Coś się potłukło. Moment, co to? Wygląda na niebezpieczne, ostre. Łapię to w moje mokre od łez dłonie i pod wpływem impulsu podciągam rękaw, przejeżdżam tym po skórze. Bolało, ale było jednocześnie przyjemne, pomogło mi zapomnieć o ranach psychicznych. Teraz zastanawiam się, co boli bardziej. Rozcinam skórę jeszcze raz, potem kolejny i następny. Nic mnie nie boli, nie czuję nic. Po moim ciele spływa krew, w której powoli się topię. Nie myślę o konsekwencjach, to Ty mnie tak pięknie bolisz. Ranię się wspomnieniami i tonę w moim posypanym życiu. Rutyna, tylko, że w rzeczywistości boli bardziej, choć nie ma krwi ani żadnych ostrz. O, ironio. Zwariowałam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


